Szpinakowy shake i test blendera SilverCrest

Z miłości do słodkości

Szpinakowy shake i test blendera SilverCrest

Co robi matka po przyjeździe w wakacji?

Makóweczki

Co robi matka po przyjeździe w wakacji?

Segritta

„Projekt Lady” – czyli telewizja próbuje mnie zanudzić na śmierć.

Obejrzałam pierwszy odcinek „Projektu Lady” – nowego tytułu TVN, który jest po prostu polską wersją brytyjskiego „Ladette to Lady”, choć oczywiście stacja się tym zapożyczeniem nie chwali. W ogóle mam wrażenie, że poza „Czarem Par”, czyli naszym starym, dobrym jak na tamte lata, polskim programem rozrywkowym o rywalizujących parach, którego gimby nie znajo, polska telewizja nie wymyśliła żadnego własnego formatu, który miałby jakiś sens. Same zachodnie licencje. Ale wracając do tematu – obejrzałam pierwszy odcinek „Projektu Lady” i moja feministyczna dusza nie jest tym programem zażenowana. Zażenowana jest ta zwykła, ludzka dusza. Nagłówki internetowych gazet krzyczą, że to seksistowski program, że kobiety są oceniane od stóp do głów, że im się zabiera indywidualność, że wciska się je w jakieś archaiczne ramy. No i racja, tak jest, ale o to właśnie w tym programie chodzi. I raczej nie ma to nic wspólnego z płcią. Generalnie stary savoir-vivre, etykieta ubioru, zasady  używania sztućców są jakimś reliktem arystokracji, która dziś jest raczej zabawnym akcentem w kulturze i nikt jej nie traktuje poważnie. A dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn. Pamiętam, jak byłam kiedyś na jakimś balu arystokracji polskiej i dominującym tematem rozmów było tam licytowanie się pochodzeniem oraz próba postawienia się wyżej niż reszta świata, „bo moje nazwisko jest stare – a Kowalski jest z plebsu”. Było to o tyle zabawne, że te wszystkie wspaniałe, obecne na balu nazwiska, nie reprezentowały sobą ani wyższej kultury niż moi „plebejscy” znajomi – ani sobie lepiej nie radziły zawodowo, ani nie miały wyższego wykształcenia czy chociażby lepszej sytuacji życiowej. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji człowiek onanizuje się jedynym, co mu pozostało. Nazwiskiem oraz tym, że prawie umie zatańczyć walca, choć mocno przeszkadza mu w tym partnerka. No i nie zapominajmy, że jednak jesteśmy jeszcze pokoleniem wychowanym na bajkach o księżniczkach, powieściach historycznych o wielkich rodach i w pewnym stopniu ulegamy czarowi starych, dobrych czasów, gdy dżentelmeni i damy różnili się od reszty świata właśnie swoją wysublimowaną kulturą i tymi wszystkimi zasadami, na których naukę młodzi arystokraci tracili połowę dzieciństwa i młodości. I choć wiemy, że były to czasy mocno niesprawiedliwe, sztuczne i nierzadko tylko powierzchownie kulturalne – gdzieś tam w głębi serca szanujemy i podziwiamy damy i dżentelmenów oraz chcielibyśmy własne potomstwo na takie wychować. Na szczęście nie wymagamy już od drugiego człowieka, żeby całował panie w rączki, nosił spódnicę do kolan lub posługiwał się wyłącznie białą wizytówką z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu, bo wg protokołu dyplomatycznego nie powinna się tam znajdować żadna grafika poza ewentualnym małym logo firmy. Dziwnych obostrzeń jest oczywiście cała masa i wkraczają one we wszystkie sfery życia. Chyba tylko proces wypróżniania się nie jest obwarowany  złożonymi wytycznymi, jak odwijać papier toaletowy i na ile można złożyć oddarty kawałek, nim się go przyłoży do wielkopańskiej dupy. Dziś wymagamy od siebie nawzajem kultury na poziomie racjonalnym, czyli tego, żeby być dla siebie miłym, żeby pomagać słabszym, nie przeklinać bez potrzeby, nikogo nie obrażać, nie używać przemocy, myć się i wyglądać czysto i schludnie. I to jest nasz współczesny savoir – vivre, który w mniejszym lub większym stopniu osiąga większość społeczeństwa. Naprawdę. Choć oczywiście po obejrzeniu „Warsaw Shore” lub „Projekt Lady” można odnieść inne wrażenie. Nie zapominajmy jednak, że te dziewczyny zostały wybrane według pewnego klucza i że twórcy programu długo się nachodzili, żeby odnaleźć najbardziej niegrzeczne, rozbrykane i wulgarne osoby, jakie tylko się dało. No i może właśnie dlatego zamysłem programu nie jest nauczenie ich podstawowej kultury – tylko właśnie tej archaicznej, artystokartycznej. Bo to jest drugi biegun dla uczestniczek. I to będzie ciekawsze dla widza. To, co mnie najbardziej razi w tym programie, to przewidywalność i sztampowość. Wziąć źle wychowaną dziewczynę i zrobić z niej księżniczkę? Super. Ale dlaczego to musi się odbywać w tak przeraźliwie nudny sposób?! Wiecie, jak brzmią pierwsze słowa Małgorzaty Rozenek, która otwiera pierwszy odcinek programu? „Postanowiliśmy przeprowadzić eksperyment”. Tia. Eksperyment my ass. Tu nie ma żadnego eksperymentu. Każdy widz już wie dokładnie, co się wydarzy w programie. Wiadomo, że dziewczyny będą niegrzeczne, że prowokuje się je do tych wulgarnych zachowań, że bunt jest wpisany w scenariusz. Wiadomo, że mentorki będą zaskoczone tymi zachowaniami, że będą załamywać ręce. Że w trakcie usłyszymy kilka łzawych historii o patologicznych rodzinach i braku akceptacji. Że mentorki, choć mają być wzorem cnót, będą w istocie niegrzeczne, oceniając i sprawiając przykrość uczestniczkom, żeby wywołać emocje. Wiadomo, że dziewczyny będą przebierane, czesane i uczone dobrych manier. Wiadomo, że się zmienią przed kamerami. Wiadomo, że w tzw. setkach (czyli tych mikrowywiadach, którymi przeplatana jest cała akcja) przyznają w końcu, że to im wiele dało i że teraz widzą przed sobą świetlaną przyszłość. Wiadomo, że potem wrócą do domu i do swoich starych przyzwyczajeń, ale tego kamera już nie pokaże. „Chodzi o to, żeby te dziewczęta po tym projekcie świetnie znały zasady i żeby te zasady były idealne do wprowadzenia do współczesnego życia” – mówi dr Irena Kamińska-Radomska, specjalistka od savoir-vivru i wystąpień publicznych, a ja mam wrażenie, że ona nie istnieje naprawdę, tylko jest botem, który konstruuje zdania na podstawie losowych statusów z fejsa. „Co do zasad zgoda. Ale póki co to zasady dziewczyn wprowadzane są do pałacu w Radziejowicach” – błyskotliwie odpowiada lektor. No serio. Kto to pisze. Ja bym z wielką chęcią obejrzała taki program, gdyby on był zrobiony na serio. Czyli gdyby naprawdę był eksperymentem. Gdyby mentorki faktycznie zachowywały się kulturalnie i dawały dziewczętom dobry przykład. Gdyby na wyraźną prośbę o pomoc ktoś pomógł tym dziewczynom zanieść bagaże na piętro a nie kwitował tę prośbę suchym „dasz radę”. Gdyby nie traktowano uczestniczek jak dzieci, które trzeba musztrować. Z większym szacunkiem po prostu – którego przecież wymaga się od nich samych. Gdyby prowadzące miały w sobie więcej charyzmy i gdyby mówiły bardziej konkretnie, błyskotliwie i z większą inicjatywą – a nie dokładnie to, czego oczekuje od nich reżyser. Gdyby czasem odważyły się uśmiechnąć, a nawet roześmiać (tego protokół dyplomatyczny naprawdę nie zabrania). Gdyby dołączyć do ekipy psychologa i pokazać wspólne jego i mentorek rozmowy, jak zamierzają dotrzeć do tych dziewczyn i im pomóc. Bo proces zmiany jest fascynujący, gdy jest do żywca szczery, prawdziwy, nieprzewidywalny. A nie wyreżyserowany od A do Z. Bardzo mi brakuje w telewizyjny ramówkach takich prawdziwych historii i wrażeń. I wyjątkowo męczące są dla mnie klisze. Coraz bardziej z roku na rok. Internet i YouTube co chwila daje nam coś nowego, a telewizja stoi w miejscu od kilkunastu lat i cały czas serwuje nam ten sam model programu, w którym jakiś sztucznie wykreowany autorytet zmienia jakiegoś prostego człowieka w „kogoś lepszego”. Gessler zmienia kiepskich restauratorów w mistrzów kuchni, Rozenek zmienia bałaganiary w perfekcyjne panie domu, Sablewska zmienia brzydkie kaczątka w łabędzie, jacyś fryzjerzy, chirurdzy plastyczni, dekoratorzy wnętrz, wszyscy bez charyzmy, zachowujący się dokładnie tak, jak to napisane w scenariuszu. Ma być z emocjami, niegrzecznie, żeby się działo. I dzieje się, ale z marnym efektem, nieskutecznie, na chwilę. I czuć w tym ten piszczący biedą niski budżet, który uniemożliwia nawet pozachwycanie się entouragem. No ile można. Przecież my tu umieramy z nudów. Telewizjo, ogarnij się!

Mercedes-AMG GT Roadster potwierdzony!

Autokult

Mercedes-AMG GT Roadster potwierdzony!

Dietetyczny jogurtowiec (sernik) na zimno z czarną porzeczką

Kulinarne przygody Gatity

Dietetyczny jogurtowiec (sernik) na zimno z czarną porzeczką

Jedziesz na wakacje? Sprawdź jakie są limity zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu

Autokult

Jedziesz na wakacje? Sprawdź jakie są limity zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu

Wkrótce rozpocznie się w pełni sezon wakacyjny. Wielu Polaków wraz z rodzinami uda się jak co roku na wypoczynek, część z nich z pewnością wybierze zagraniczne wakacje. Jeśli wybierasz się na urlop za granicę, koniecznie przeczytaj, jakie są limity trzeźwości dla poszczególnych krajów.Czytaj więcej w Autokult.pl

Owsianka z musem z jagód

Milion Smaków

Owsianka z musem z jagód

WARSZTAT PRACY

EDEK i MY

WARSZTAT PRACY

Sekrety mobilnej fotografii: głębia ostrości a kompozycja

Komórkomania.pl

Sekrety mobilnej fotografii: głębia ostrości a kompozycja

Giełda klasyków

Ford Ranger 1987 – 17500 PLN – Kraków

Ford Ranger w swoim czasie był najlepiej sprzedającym się małym pick-up’em w USA. Choć stylistycznie nawiązywał do większych modeli F i Bronco, był mniejszy i tańszy w eksploatacji. Oryginalnie miał do wyboru jednostki R4 i V6, jednak tu właściciel postanowił pójść o krok dalej, instalując w nim jednostkę V8, dzięki której brzmi tak, jak amerykański […] Post Ford Ranger 1987 – 17500 PLN – Kraków pojawił się poraz pierwszy w Giełda klasyków.

Nowy Opel Zafira na nowych zdjęciach producenta

Autokult

Nowy Opel Zafira na nowych zdjęciach producenta

Pieczony karmazyn w sosie pomidorowym

Dusiowa Kuchnia

Pieczony karmazyn w sosie pomidorowym

Zajadam

Warsztaty – Sztuka Fermentacji

Kiszenie to stara metoda konserwacji żywności głęboko zakorzeniona w polskiej tradycji kulinarnej. Kiszonki takie jak ogórki czy kapusta należą przecież... zobacz ›

Drużyna UNICEF - Pomóż dzieciom z Nepalu razem z Nami!

KREATYWNYM OKIEM

Drużyna UNICEF - Pomóż dzieciom z Nepalu razem z Nami!

Nowe Porsche Panamera (2016) - premiera

Autokult

Nowe Porsche Panamera (2016) - premiera

Smakowity Kąsek

Sałatka z bobem i kurkami

Sałatka z bobem i kurkami może spokojnie stanowić tzw. dobry start wpasowując się w sezon na bób właśnie. U mnie, w rodzinnym domu, bób jadało się tylko z masłem i solą – taki jest najpyszniejszy. Jeśli jednak opanujemy już ten skomplikowany sposób podania bobu, możemy ruszyć dalej:). Bób jest bogaty w białko, może więc zastąpić białko pochodzenia zwierzęcego. Jest też doskonałym źródłem kwasu foliowego czy żelaza i witamin z grupy B. Jak gotować bób? O tym pisałam już kiedyś, pamiętajcie – że najlepiej jest przygotować bób na parze tak, aby nie stracił właściwości odżywczych i wciąż był skarbnicą witamin dla naszego organizmu. Sałatka z bobem i kurkami, serem grana padano i jajkiem w koszulce powinno Was zachwycić Pamiętajcie tylko, aby nie rozgotować bobu, kurki również powinny być jędrne i soczyste, nie ma co ich długo katować wysoką temperaturą. Składniki: 1 szklanka bobu 1/2 szklanki kurek 1 łyżka twardego sera grana padano/parmezanu 1 jajko rukola sól i pieprz ew. oliwa Bób gotujemy na parze lub w lekko osolonej wodzie ok. 5-10 minut (im młodszy i mniejszy bób tym gotować możemy go krócej). Następnie kurki oczyszczamy i podsmażamy 3-5 minut na maśle, doprawiamy solą i pieprzem.. Dodajemy do nich odsączony i obrany ze skórki bób. Podsmażamy chwilę. Rukolę myjemy i osuszamy. W osolonej wodzie przygotowujemy jajko w koszulce (do wrzątku dodajemy łyżkę octu, robimy wirek za pomocą łyżki, delikatnie wbijamy jajko i gotujemy ok. 3 minut, wyjmujemy za pomocą łyżki cedzakowej). Rukolę mieszamy z bobem, kurkami. Wierzch posypujemy serem, układamy jajko w koszulce. Podajemy na ciepło. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem/oliwą.   The post Sałatka z bobem i kurkami appeared first on Smakowitykasek.pl.

Jak urządzić kącik dwóch maluszków we własnej sypialni?

Boginie przy maszynie

Jak urządzić kącik dwóch maluszków we własnej sypialni?

MUST HAVE FASHION

Relacja: premiera kultowych kosmetyków kolorowych NARS by Sephora

Po 10 latach nieobecności wraca do perfumerii Sephora w Polsce marka NARS! Mam dla Was relację z premiery tych kosmetyków oraz wiele ciekawych informacji o tej znanej marce. Mam również zdjęcie wakacyjnego makijażu wykonanego na mnie przez makijażystki marki NARS. Kosmetyki NARS wracają do Sephory Tydzień temu pojawiłam się na premierze kosmetyków NARS by Sephora. [...]

Łosoś z makaronem i cukinią

Magiczne życie Marty

Łosoś z makaronem i cukinią

Pierwszy miesiąc

KANTOREK KATJUSZKI

Pierwszy miesiąc

WHERE IS JULI+SAM

To wciąga. Manado i okolice, SULAWESI

Manado to miasto na północy wyspy Sulawasi, doskonały punkt startowy do zwiedzania Półwyspu Minahasa, półwyspu z naturą i kulturą do zaoferowania. Upał. To, co przywitało nas na lotnisku w Manado, to upał, zaduch, powietrze, z którego można by pewnie wyżymać wiadro wody. Pora deszczowa na wyspie Sulawesi miała skończyć za kilka dni, ale, mimo że nie padało, […] The post To wciąga. Manado i okolice, SULAWESI appeared first on Where is Juli + Sam.

Giełda klasyków

Mercedes 300 CE-24 C124 1989 – 43900 PLN – Białystok

Mercedes 300 CE-24 C124 w spadku po swoim starszm bracie – sedanie – otrzymał świetną jakość wykonaniania i trwałe rozwiązania mechaniczne. Dodatkowo zaoferował, coś, czego czterodrzwiowej wersji mogło nieco brakować – indywidualny styl, osiągnięty przez obniżenie linii dachu, mocniejsze pochylenie czołowej i tylnej szyby oraz zastosowanie drzwi z szybami mocowanymi bezramkowo, co pozwoliło uzyskać sylwetkę […] Post Mercedes 300 CE-24 C124 1989 – 43900 PLN – Białystok pojawił się poraz pierwszy w Giełda klasyków.

Najnowocześniejsze samoloty wojskowe świata: niesamowite myśliwce 5. generacji

Gadźetomania.pl

Najnowocześniejsze samoloty wojskowe świata: niesamowite myśliwce 5. generacji

Giełda klasyków

Mercedes 500 SEL W126 1984 – 36900 PLN – Białystok

Ponad 30 lat użytku jako samochód firmowy dziś jest nie do pomyślenia. Dziś po 3-letnim okresie leasingu auta wymienia się na nowe, ze starych rezygnując bez sentymentu. Początek lat 80-tych to była jednak w motoryzacji zupełnie inna epoka. Widmo minionego ciężkiego kryzysu finansowego wymusiło na producentach konstruowanie takich produktów, które odpowiednio eksploatowane musiały służyć możliwie […] Post Mercedes 500 SEL W126 1984 – 36900 PLN – Białystok pojawił się poraz pierwszy w Giełda klasyków.

Zupa krem z młodej kapusty

Mój kulinarny pamiętnik

Zupa krem z młodej kapusty

Levi's

Rebel Fashion Style

Levi's

Koktajl arbuz, banan, mięta

Kruche Babeczki

Koktajl arbuz, banan, mięta

NASZE KLUSKI

Sprawdź, czy Twoje dziecko jest gotowe, żeby pójść do pierwszej klasy

Liczenie, czytanie czy wiedza przyrodnicza są w programie. Tego dzieci z założenia mają się nauczyć w szkole. A i tak rodzice często dbają o to, żeby tę szkołę wyręczyć. Już od najmłodszych lat uczą liter, dodawania, nazw zwierząt czy roślin. W konsekwencji część dzieci przychodzi na lekcje i się nudzą (i przeszkadzają lub tracą zapał do nauki), a część nie nadąża, bo Pani próbuje wypośrodkować tempo nauki i dla tych, co litery znają i dla tych, co nie znają – a to w warunkach obecnej szkoły jest bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Jednak są rzeczy, których warto nauczyć dzieci zanim pójdą do szkoły. Po to, żeby im było łatwiej się uczyć nowych rzeczy, a nauczycielom przekazywać wiedzę. Ja wiem, że niektórym może się wydawać, że rolą nauczyciela jest nauczyć dziecko wszystkiego i znaleźć taki sposób, żeby dziecko się chciało uczyć, ale jednak od rodziców bardzo wiele zależy i rodzice mogą w prosty sposób pomóc i jednym i drugim. I naprawdę nie chodzi o jakieś skomplikowane i trudne działania. Jakich umiejętności i jakiej wiedzy potrzebują pierwszaki zdaniem nauczycieli? Wszystko to, o czym mówili pedagodzy można chyba podzielić na cztery grupy Samoobsługa Umiejętność zajmowania się sobą w takich codziennych sprawach, jak ubranie się, jedzenie, korzystanie z toalety. Rzeczy, które nam dorosłym wydają się oczywiste, dzieciom często sprawiają trudności. I o ile w domu, nie ma większego problemu jeśli dziecko nie zawiąże sobie samo sznurówek, to w szkole, kiedy na dwadzieścia kilka osób przypada jedna Pani, a dzieci nie mają w zwyczaju czekania, takie wiązanie sznurówki potrafi zrobić trochę zamieszania. Jakich umiejętności w kwestii samoobsługi dzieciom najbardziej brakuje? wiązanie (sznurówek i nie tylko) ubieranie się (w szczególności obsługa guzików i elementów wiązanych, ale problemem są też czapki, szaliki, rękawiczki) – ogólnie wybierając dziecku ubranie do szkoły bierzmy pod uwagę to, czy dziecko jest samo w stanie je założyć i zdjąć. Jeśli nie, to albo postarajmy się przećwiczyć potrzebne umiejętności, albo zmieńmy ubranie, na prostsze w obsłudze składanie ubrań i odkładanie ich na miejsce (przy w-f-ie lub w szatni) zamiast rzucania wymiętych na podłogę samodzielne korzystanie z toalety (używanie papieru, wtedy kiedy potrzeba; spuszczanie wody, mycie rąk po skorzystaniu) używanie chusteczek higienicznych, zamiast dłubania w nosie zakrywanie buzi przy kichaniu czy kaszlu zamykanie po sobie drzwi do klasy, jeśli dziecko wychodzi na lekcji do łazienki świadomość do czego jest przerwa – nie tylko do tego, żeby trochę pobiegać i poszaleć, ale też, żeby coś zjeść, wypić czy iść do łazienki, bo dzieciom najczęściej o tych rzeczach przypomina się tuż po wejściu do klasy znajomość swoich danych – imię, nazwisko, wiek, adres, a może nawet telefon rodzica (tak na wszelki wypadek – Co ma zrobić dziecko gdy się zgubi?) uświadomienie dziecku, że Pani może się nim zająć, zapewnić bezpieczeństwo itd, jeśli słucha i robi to, o co Pani prosi (np. nie oddala się sam podczas wyjścia poza szkołę itp.) Samodzielna nauka Są takie rzeczy, których świadomość bardzo dzieciom ułatwia pracę na lekcji, a których często brakuje. Może więc zamiast ćwiczyć literki, spróbujecie poćwiczyć pakowanie plecaka na czas, czy otwieranie książki na odpowiedniej stronie. Bo niestety, są to rzeczy, z którymi wiele dzieci sobie nie radzi. Oczywiście Panie w razie konieczności i na miarę możliwości pomagają, ale jednak to wymaga czasu, którego na lekcjach za wiele nie ma (przynajmniej z punktu widzenia nauczyciela, bo uczniowie, szczególnie starszych klas, mogą to odczuwać trochę inaczej) pakowanie plecaka i piórnika zachowywanie porządku na biurku – oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że dzieci nie zawsze w ferworze zdobywania wiedzy panują nad tym, co się dzieje na ławc, ale warto im uświadamiać, że porządek na miejscu pracy jest ważny. Że dużo łatwiej się uczyć, jeśli z ławki co chwila nie spada klej, czy kredka i gdzie niczego nie można znaleźć. Poza mówieniem: „Zrób porządek na biurku!” warto też dawać konkretne wskazówki – np. kładź książki po zewnętrznej stronie biurka, kredki, którymi już nie malujesz odkładaj na miejsce do piórnika, schowaj do plecaka wszystko to, co nie jest potrzebne na lekcji itd. Bo samo „Posprzątaj!” to często dla dzieci za mało, mogą nie do końca wiedzieć co znaczy posprzątane biurko, więc to co ich zdaniem jest „porządkiem” może odbiegać od naszych oczekiwań. Mogą też po prostu czuć się przytłoczone całym bałaganem i nie wiedzieć jak podejść do tego całego „sprzątania”, łatwiej będzie jeśli całość rozbijemy na mniejsze zadania. odkładanie rzeczy na swoje miejsce (czy to pomocy w klasie, czy własnych kredek do piórnika) sprzątanie po swojej pracy – np. świadomość tego, że skrawki papierków trzeba wynieść do kosza, rozlany na ławce klej wytrzeć, że jak coś spadnie na podłogę, to też trzeba to podnieść, że krzesełka trzeba dosunąć przed wyjściem z klasy itd. świadomość tego, że w szkole robimy to, o co prosi nas nauczyciel i nie musimy za każdym razem go pytać, czy dobrze, czy tak, co dalej? Zrobiliśmy to, co powiedziała Pani, to super, teraz czekamy, aż powie, co trzeba robić dalej. słuchanie – ten punkt trochę łączy się z poprzednim. Oczywiście wiadomo, że dzieci jeszcze na tym etapie nie zawsze panują nad sobą, a ich skupienie i uwaga znika szybko, jeśli coś akurat przestaje je interesować, ale… No właśnie – ale. Wiele dzieci po prostu nie wie, że zazwyczaj wystarczy posłuchać Pani, żeby dowiedzieć co trzeba zrobić. Nie wie, że pytania do polecenia zadaje się dopiero jak Pani skończy tłumaczyć, a dziecko w dalszym ciągu ma jakieś wątpliwości. Nie wie, że trzeba też słuchać odpowiedzi udzielanym innym dzieciom, bo najprawdopodobniej ich pytanie jest bardzo podobne. A w konsekwencji Pani musi odpowiadać 20 razy na dokładnie to samo pytanie. Tak jak mówię – nikt nie oczekuje, że dziecko w pierwszej klasie, będzie się zachowywać jak dorosły, ale naprawdę jest wiele dzieci, które nie mają zielonego pojęcia, że słuchanie w takiej formie pomoże im lepiej się uczyć. umiejętność zadawania pytań – rodzice często mówią: „Jak nie wiesz, zapytaj Pani!” I dziecko przerywa Pani w pół zdania, bo akurat coś mu przyszło do głowy, bo często mama czy tata zapominają, jak to pytanie powinno odbywać się w warunkach lekcyjnych. Warto więc wytłumaczyć dzieciom czym jest podnoszenie ręki i dlaczego w szkole jest tak ważne przestrzeganie tej zasady. Jeśli nie wiesz, podpowiadam: Pani zajmuje się dwadzieściorgiem dzieci i próbuje ich jeszcze czegoś nauczyć. A to znaczy, że Pani czasem coś tłumaczy całej klasie, lub rozmawia z jakimś innym dzieckiem. A ma przecież tylko jedną buzię i nie może odpowiadać i słuchać kilku osób jednocześnie. Trzeba poczekać na swoją kolej (chociaż w międzyczasie warto słuchać tego, co mówi Pani, bo może to będzie odpowiedź na nasze pytanie – patrz punkt poprzedni). Co więcej, podnosimy rękę, żeby nie robić niepotrzebnego zamieszania i hałasu. A więc jak już podniesiemy rękę, to trzeba poczekać, aż Pani pozwoli nam mówić, a nie od razu krzyczeć. korzystanie z pomocy kolegów – jeśli czegoś nie wiemy, nie trzeba od razu pytać Pani, czasem wystarczy rozejrzeć się po klasie i sprawdzić co robią koledzy, lub cicho zapytać kolegi z ławki czekanie na swoją kolej  otwieranie książki na konkretnej stronie świadomość tego, że w zeszycie kartki zapisujemy po kolei, a nie „jak się otworzy” pomaga też wcześniejsze obejrzenie książek, uświadomienie dziecku, że to książka do nauki pisania, ta do liczenia, a ta do angielskiego i zapoznanie z takim pojęciem jak „ćwiczenia” w odróżnieniu od „książki”. struganie ołówka czy kredek codzienne sprawdzanie zawartości plecaka i piórnika – wyjmowanie rzeczy niepotrzebnych, uzupełnianie braków czy upewnianie się, że kredki i ołówki są zatemperowane wycinanie po śladzie – na to wielu nauczycieli zwracało uwagę. Dzieci nie radzą sobie z tym zadaniem, chociaż w pierwszych klasach nie są to zazwyczaj zbyt skomplikowane figury. Warto więc pracować nad tą konkretna umiejętnością, ale i w ogóle – nad małą motoryką. Im więcej dzieci malują, kleją, lepią, wycinają, babrają się w błocie i innych substancjach, tym lepiej dla ich późniejszej szkolnej nauki. Czytaj też: Sensoplastyka, czyli czemu dzieci lubią się babrać? Zabawa z nożyczkami Jak nauczyć dziecko posługiwania się nożyczkami?  Emocje Tutaj po prostu zacytuję wypowiedź jednej z nauczycielek edukacji wczesnoszkolnej, bo myślę, że to najlepiej oddaje istotę problemu:   Poza tym chciałabym zwrócić uwagę na bardzo ważny problem, z którym na pewno niejedna z nas się spotyka… rozwój emocjonalny dziecka. Mam wrażenie, że rodzice w tym pędzie życia zapominają o rozmowach z dziećmi na takie zwykłe, ludzkie tematy. Wolą się skupić ma tym, aby dziecko miało wiedzę przyrodniczą… wiedziało wiele o kosmosie itp… a tymczasem dziecko nie potrafi rozmawiać o emocjach, uczuciach. Ba! Nie umie ich nazywać, rozpoznawać. Więcej takich rozmów w domu. O swoich uczuciach, o uczuciach innych, o wzajemnej pomocy, o tym, że każdy jest inny i ma do tego prawo Szkoła to miejsce gdzie dzieci stykają się z najróżniejszymi emocjami. Im lepiej potrafią je nazywać, im lepiej zdają sobie z nich sprawę, im więcej znają sposobów na radzenie sobie z tymi emocjami, tym łatwiej im będzie w szkole. Ja bym jeszcze tylko dodała do tego umiejętność mówienia „nie” i dbania o swoje granice. Są oczywiście dzieci, które nie mają z tym problemów i robią co chcą, niezależnie od tego co się dzieje wokół. Ale są i takie, które z powodu strachu, czy chęci bycia bardzo „grzecznymi” nie potrafią przeciwstawić się kolegom czy nauczycielowi. I tak na przykład – jeśli dziecko chce wyjść do łazienki, bo czuje, że już nie wytrzyma, a Pani z jakiegoś powodu nie reaguje (np. nie widzi podniesionej ręki), to uczymy dziecko, że lepiej żeby wstało, złapało Panią za rękę (żeby upewnić się, że Pani zauważy), powiedziało „Muszę iść do łazienki” i żeby wyszło, niż ma siedzieć cicho dopóki się nie zsika. Dobre wychowanie To oczywiście nie jest niezbędne do dobrej nauki, ale miło jest kiedy dziecko mówi dzień dobry, do widzenia, dziękuję, przepraszam czy proszę, jeśli zwraca się do nauczycielki „proszę Pani” itd. Pewnie forma „Pani pomóż mi no tutaj!” ma swój urok i (normalny) nauczyciel się nie obrazi, ale jednak warto wpajać dzieciom zasady dobrego wychowania. Nawet jeśli dziecko jest niechętne, żeby za każdym razem mówić „dziękuję” kiedy dostanie cukierka od babci, to warto, żeby wiedziało, kiedy i po co się takich zwrotów używa. Choćby po to, żeby czuło się pewniej. Żeby nie musiało się zastanawiać co ma Pani powiedzieć na powitanie, albo czy jak widzi swoją Panią na mieście, to może się do niej odezwać czy nie. Chociaż ja najczęściej mam tak, że moi młodsi uczniowie jak mnie widzą gdzieś poza szkołą, to zamiast „dzień dobry” widzę uśmiech i słyszę wypowiadane do rodziców – szeptem lub na cały głos – „to moja Pani, widzisz!”, ale tak widzę po oczach, że czasem nie bardzo wiedzą co mają zrobić czy powiedzieć. Czyja to rola? Sporo tych wszystkich punktów się nazbierało. Oczywistym jest, że postępowanie według nich wszystkich dla wielu dzieci będzie nieosiągalne, choćby ze względu na etap rozwoju czy charakter. Ale mimo wszystko dobrze jest o tych sprawach w domu rozmawiać i uświadamiać dzieci, żeby i one wiedziały, o co w tym chodzi. Całkiem inaczej pracuje się z dziećmi, które wiedzą, po co są w szkole i jak ta szkoła funkcjonuje, nawet pomimo tego, że dziecko nie do końca jeszcze nad sobą panuje, że wielu rzeczy jeszcze się uczy. Dzieci mimo wszystko chcą być „grzeczne”, tylko nie zawsze dajemy im odpowiednią wiedzę i środki ku temu. Wielu z tych rzeczy dzieci nauczą się w szkole. Nie chcę tym wpisem zwalać całej odpowiedzialności na rodziców. Wydaje mi się po prostu, że to nasze wspólne zadanie – i nauczycieli i rodziców. I dobrze jest, jeśli rodzice zdają sobie sprawę ze specyfiki miejsca pracy jakim jest szkoła, z tego że nauczyciel ma wiele ograniczeń – choćby to najprostsze, że jest jeden, a dzieci dwadzieścioro czy trzydzieścioro. I tak jak dbamy o to, żeby nasze dzieci nauczyły się czytać, pisać i mówić po angielsku, tak dbajmy też o to, żeby radziły sobie w życiu szkolnym, a nie tylko na sprawdzianie czy podczas odpytywania. Najważniejszy szacunek Chociaż punktów jest dużo, to jednak w większości chodzi o zwykły ludzki szacunek – o to, żeby szanować siebie, kolegów, nauczyciela, budynek szkolny, klasę, własne przybory, ubrania, swoją pracę, przyrodę. To dużo ważniejsze niż nauczenie dzieci czytania, pisania, liczenia do tysiąca i recytowania „Lokomotywy” z pamięci. Chociaż zdaję sobie sprawę, że dużo łatwiej pochwalić się tym, że pięciolatek już umie pisać czy dodawać. Ale naprawdę – nie zapominajmy drodzy rodzice, że w życiu chodzi o coś więcej niż wiedza czysto akademicka. Stosunek do ludzi, samodzielność, samoświadomość, dobre wychowanie, umiejętność sprawnego uczczenia się i później pracy, to też bardzo ważne „lekcje” w życiu dziecka. Do początku roku zostało jeszcze trochę czasu, zachęcam więc – przyjrzyj się uważnie tej liście i zastanów, czy Twoje dziecko ma te umiejętności. Jeśli nie – jest jeszcze czas, wiele z nich zdążycie przećwiczyć i przegadać, zanim trafi do swojej pierwszej ławki. I oczywiście udostępnij ten wpis. Z góry dziękuję, nie tylko jako blogerka, ale a może przede wszystkim – jako nauczyciel. I na zakończenie – jeszcze raz dziękuję nauczycielom, którzy zechcieli odpowiedzieć na moje pytania. P.S. Jeśli czytacie tego bloga, to pewnie znacie już moją opinię na temat szkoły w obecnej postaci. Krótko mówiąc – nie jestem zwolenniczką. Zdaję sobie jednak sprawę, że większość dzieci mimo wszystko tam trafia, więc pomyślałam sobie, że może warto zastanowić się jak przygotować takiego małego człowieka do tego, żeby jednak z nauki w szkole wyniósł możliwie jak najwięcej. I temu właśnie ma służyć ten wpis.         Post Sprawdź, czy Twoje dziecko jest gotowe, żeby pójść do pierwszej klasy pojawił się poraz pierwszy w Nasze Kluski.

Jajecznica w tortilli

Niezły młynek

Jajecznica w tortilli

Bób i groszek w sosie śmietanowym / Creamed broad beans and peas

Karmelowy

Bób i groszek w sosie śmietanowym / Creamed broad beans and peas